wtorek, 4 lutego 2014

02

Resztę dnia próbowałam znaleźć tajemniczego KTOSIA, dla, którego wymyśliłam ksywkę ''ciacho'' (tak wiem, bardzo kreatywne). Wracając do tematu głównego, czyli moich poszukiwań.. na nic mi się nie zdały. Ciacho zniknął. Po prostu przepadł! Nie znalazłam go w ŻADNEJ z sal, na stołówce też. Co z nim jest nie tak?
Postanowiłam wszcząć śledztwo pt ''PLOTKARA''. Chyba jasne dlaczego. Pewnie zastanawiacie się co zamierzam zrobić?
JA TEŻ SIĘ ZASTANAWIAM. Może jakiś ''super pomysł'' wpadnie mi do głowy później.. 
Przez resztę lekcji, przerw i ogółem czasu spędzonego w szkole, wszyscy mieli ze mnie niezłą polewkę. Przecież ja się nie zakochałam! Plotkara to Plotkara (wow). Zrobi wszystko by mnie upokorzyć.. nie mogę się doczekać kiedy ją odkryję!
Wróciłam do domu ok. piętnastej. Byłam trochę głodna, więc postanowiłam, że zamówię sobie małą pizze, bo nie chciało mi się wychodzić z domu. Tak też zrobiłam, dowiedziałam się, że za jakieś pół godzinki mój obiad powinien być. Poszłam do mojego pokoju, by przebrać się w wygodniejsze ciuchy. Związałam włosy w luźną kitkę i usiadłam zmęczona na łóżku. Sprawdziłam telefon, oczekując jakiejkolwiek wiadomości, powiadomienia, lub zaproszenia na imprezę. Nic, zupełnie. Wcześniej byłam zapraszana na każdą.., ale nie będę marnowała czasu na użalanie się nad sobą. Trzeba wziąć sprawy w swoje ręce! Usiadłam przy biurku i zaczęłam zastanawiać się skąd Ona wiedziała o tamtym zdarzeniu? Musiała być gdzieś w pobliżu. Spróbowałam przywrócić do głowy tamtą sytuację i odnaleźć coś podejrzanego, jednak jedyne co pamiętam to jego cichy szept.. i jego oczy. Pamiętam całą jego sylwetkę! Boże... czy ja się zakochałam? NIE! Miłość od pierwszego wejrzenia (czyt. szeptu) nie istnieje. KROPKA.
Czyli znów nic nie wymyśliłam. Ehhh..
Położyłam się na łóżku głową do góry i zaczęłam oglądać sufit. Co było na prawdę baardzo dziwne.
Słyszałam jak mój brzuch wydawał różne dźwięki typu: daj mi coś!
Z utęsknieniem czekałam na dzwonek do drzwi, który zdawał się nigdy nie nastąpić. Aż w końcu, gdy już mi się prawie przysnęło wybawienie nadeszło. Zleciałam jak strzała ze schodów, prosto do drzwi, dosłownie czując już ślinotok. Zapłaciłam i odebrałam zamówienie, wdychając pyszny aromat. 
Po dwóch.. no ewentualnie trzech kawałkach zjedzonych w błyskawicznym tempie, zaspokoiłam swój głód. Popiłam posiłek sokiem pomarańczowym, a resztę pizzy odłożyłam w pudełku na blat. Usiadłam na kanapie i ponownie sprawdziłam telefon, oczekując jakiegoś nowego posta od sami wiecie kogo. Najwidoczniej zasnęłam, bo obudziłam się dwie godziny później. Za oknem zrobiło się już ciemno, zupełnie cicho.
Nagle nie wiadomo skąd dostrzegłam blask. Jakby flesza.. 
Wstałam szybko na równe nogi i rozejrzałam się dookoła. Wiem, że to głupie bo przecież jestem we własnym domu, ale ostrożności nigdy za wiele. Ruszyłam żwawym krokiem do drzwi (tylko po co?! nie jestem przecież kolejną ''odważną'' bohaterką jakiegoś horroru). Otworzyłam je powoli i wyjrzałam ostrożnie przez drzwi. Nic.. cisza. Jedynie światło latarni odbijało się od czyjegoś okna. Może tylko mi się zdawało? 
Gdy już miałam zamykać drzwi, jakiś cień się poruszył i zniknął za jakimś domem. Nie zastanawiając się ani chwili co robię, ruszyłam w pościg za zbiegiem. Przemierzyłam ulicę, by dostać się w tamto miejsce. Serce waliło mi jak diabli, ale zacięcie biegłam. Oczywiście mądra ja, nie wzięłam sobie butów, a teraz wbiegłam na ścieżkę żwirowaną. Ughh!
Zbieg zniknął. Nie ma. Nic. ZNOWU. Mam Deja Vu..
W pewnym momencie poczułam dotyk na szyi.
Gwałtownie się odwróciłam...

____________________________________________________________________

i jak wam się podoba? :*
wiem, że nudny i wgl, ale obiecuję, że sytuacja się rozkręci!
wysyłam całuski i do następnego! <3



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz