Pójdziesz dzisiaj na imprezę do Jonniego.
W kuchni, w cukierniczce - znajdziesz resztę wskazówek.
Bądź grzeczna.
Gossip Girl
Po mojej głowie, krążyło tysiące myśli. Po co ja mam tam iść?.. Co ona zaś knuje?
Najgorsza była w tym wszystkim, ta okropna niewiedza.
Jęknęłam.
Trzeba zdobyć informacje na temat tej całej imprezy. Wyszukałam w kontaktach najlepsze źródło informacji, po czym wybrałam opcję ''połącz''.
Pierwszy sygnał, drugi, trzeci..
-Siema Claire! - usłyszałam piskliwy głos.
-Cześć Ashley - odparłam udając zachwyt.
-O co chodzi?
-Idziesz dziś na imprezę do Jonniego? - to był najlepszy trik, na wydobycie informacji.
-No jasne! Słyszałam, że będzie tam podobno pół miasta! - pisnęła - jak mogłoby mnie tam nie być?
Przewróciłam oczami, próbując ukryć irytację.
-Um.. a podałabyś mi adres i godzinę, bo mam tyle spraw na głowię, że zapomniałam!
-Oczywiście - zapewniła.
*
Spojrzałam na zegarek, wiszący w prawym górnym rogu salonu.
16:13 - mam mało czasu.
O godzinie 18, miałam być na miejscu.
Odgarniając niesforny kosmyk z czoła, ruszyłam do mojego pokoju. Zajrzałam do garderoby, z której wyszłam z udaną zdobyczą.
Weszłam do łazienki, gdzie zaczęłam małą ''metamorfozę''. Weszłam pod prysznic. Ciało umyłam czekoladowym żelem, a włosy waniliowym. Potem nałożyłam na nie odżywkę, którą po 5 minutach spłukałam. Wyszłam z kabiny, po czym nasmarowałam całe ciało balsamem z nutką kokosu. Spięłam włosy w luźną kitkę, by te nie błąkały mi się po twarzy. Umyłam twarz. Nałożyłam kapkę podkładu, zrobiłam kreski eylinerem, na kości policzkowe dodałam troszkę różu, a usta pomalowałam błyszczykiem. Włosy rozpuściłam i wysuszyłam. Ubrałam moją różową sukienkę i spojrzałam w lustro.
Efekt był zadowalający.
Jako ostatnią czynność, psiknęłam się jeszcze moimi ulubionymi kwiecistymi perfumami.
Wyszłam z pokoju i ponownie spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 17:34.
*
Mijałam kolejno, wielkie domy. W końcu, po dość długiej jeździe, dotarłam do wielkiej, pięknej willi. Czyli miejsca zamieszkania Jonniego, jak i miejsce imprezy.
Zaparkowałam swoje auto na podjeździe, tak jak reszta. Z wewnątrz słychać było już dudnienie, jakiś tanecznych piosenek. Byłam punktualnie.
Weszłam do środka, gdzie bawiło się mnóstwo nastolatków. Jedni tańczyli, drudzy pili, trzeci... obściskiwali się na długich, rozłożystych kanapach.
Przez moje ciało przeszedł dreszcz obrzydzenia. Cicho westchnęłam i postanowiłam poszukać mojego celu. KUCHNI.
Zwiedziłam chyba już pół tego ogrooomnego budynku, a znalazłam tylko kilka ''zajętych'' sypialń.
W końcu nie mając siły, przeszukiwać każdego kawałka posesji, odszukałam organizatora. Był już nieco wstawiony, więc musiałam kilka razy powtórzyć pytanie.
-Musisz wyjść do góry, a potem korytarzem w lewo - odpowiedział, po czym wrócił do zabawy.
Wyszeptałam ciche ''dzięki'', choć i tak nikt mnie nie usłyszał.
*
W kuchni było zupełnie pusto, co nie do końca mi pasowało. Powoli, z drżącymi ze strachu rękoma podniosłam wieczko porcelanowej cukierniczki. Był tam tylko cukier. Odetchnęłam z ulgą.
Zaczęłam grzebać w środku, aż natknęłam się na coś zimnego i twardego. Wysypałam zawartość.
Otworzyłam szeroko oczy z przerażenia.
Moim oczom ukazał się nabój.
_________________________________________________________
jak wam się podoba?
szczerze mówiąc, mi nie za bardzo..
przepraszam, że tak późno dodaję, ale nie miałam kompletnie czasu :)
mam nadzieję, że zostawicie po sobie komentarz! :*
całuski <3

